Formularz logowania

Newsletter

Gościmy

Odwiedza nas 323 gości oraz 0 użytkowników.

Licznik odwiedzin

Dzisiaj5655
Wczoraj7123
W tygodniu33548
W miesiącu34976
Ogółem165462

Formularz kontaktowy

Czy znów skończy się na hipisowskim marszu przeciwko islamskiemu faszyzmowi? Czy w końcu europejska „stara ciota” podniesie się z wyperfumowanego łoża?

PAP/EPAPAP/EPA

Dla każdego zdroworozsądkowo myślącego człowieka jasne jest, że mamy do czynienia z wojną. Wojną regularną i systematyczną, choć mającą partyzancką twarz. To nowy rodzaj wojny, która w zintensyfikowanej formie trwa od symbolicznej daty 11/09. Wojny, która wciąż ewoluuje. To co obserwujemy dziś, to już nie spontaniczne wybuchy nienawiści. To precyzyjnie wyreżyserowane działania wojenne. Nie zapominajmy, że francuskie służby były wyczulone po atakach na Charlie Hebdo sprzed 10 miesięcy. A jednak nie potrafiły powstrzymać wczorajszej rzezi. Bo tego nie da się powstrzymać. Dlatego Francuzi już dziś mówią, że kolejne ataki nastąpią i będą miały jeszcze krwawszy przebieg.

Wczorajsze zamachy w Paryżu można wpisać do najpotworniejszych dat z ostatnich 15 lat. Nowy Jork, Waszyngton, Londyn, Madryt i teraz Paryż. Nie liczę już tutaj dziesiątków ataków z dala od europejskiej ziemi. Ataki tym potworniejsze, że dokonywane przez tzw. samotne wilki, którzy wywołują większy popłoch niż ekipa Bin Ladena rozwalająca samoloty czy metro. Atak dziś może nastąpić wszędzie. Na stadionie, restauracji, ulicy, centrum handlowym, szkole, przedszkolu czy kinie. Nikt nie może czuć się bezpieczny. Poczucie lęku ma nam towarzyszyć bez przerwy. Do czasu aż wszyscy „nawrócimy się” na islam.  Nikt chyba nie wątpi, że na liście pojawią się kolejne miasta jak Barcelona, Rzym, Oslo, Kopenhaga i może w końcu Warszawa.

Choć akurat w Polsce zamach utrudnia stosunkowo mała liczba muzułmanów na ulicach. Tylko dlatego, że jesteśmy za biednym krajem by gościć tutaj masy pobierających zasiłki dryblasów, którzy są łakomym kąskiem dla radykalnych imamów. Muzułmanie w Polsce kojarzą się raczej z bogatymi studentami z krajów takich jak Arabia Saudyjska albo ciężko pracującymi właścicielami restauracji czy barów z kebabami. Notabene ci ludzie również ucierpią przez kolejna ataki ich radykalnych braci w wierze. Niełatwo będzie tłumaczyć Polakom, że nie są oni potencjalnym zagrożeniem. Ubolewam nad tym, bo mam znajomych muzułmanów z krajów arabskich, i mogę zrozumieć co czują dziś ludzie. 

Niemniej jednak zamach w Paryżu musi w końcu zmienić podejście Europejczyków do masowych imigracji. Francja bez wątpienia ograniczy strefę Schengen i wzmocni inwigilacje mas, które sama sobie sprowadziła do kraju przez infantylną, hipisowską, wyjętą z kretyńskiego „Imagine” Johna Lennona ideologię. Jednocześnie Francuzi będą musieli nałożyć kaganiec własnym obywatelom, z których to coraz częściej rekrutują się terroryści. Takie działania jednak nie wystarczą w wojnie jaka już się toczy na NASZYM terytorium.  Europa z defensywy musi przejść do działań ofensywnych. Wszakże najlepszą obroną jest atak. Bankructwo lewicowego pięknoduchstwa można by zbyć wzruszeniem ramion. Jednak to bankructwo ma wymierne skutki. To setki trupów na paryskich ulicach. Dziesiątki tysięcy chrześcijan na Bliskim Wschodzie, ale również samych muzułmanów, którzy nie przyłączają się do mordowania „niewiernych”. To dramat setek francuskich rodzin opłakujących dziś swoich bliskich. To w końcu dramat milionów, którzy nie mogą czuć się bezpiecznie w swoich łóżkach.

Czy „stara ciota” jednak podniesie się z wyperfumowanego łoża? Czy zblazowana, zmanierowana, napuszona własną propagandą Europa jest w stanie dumnie stanąć do walki z tymi, którzy zupełnie wprost mówią, że zielona flaga proroka ma zawisnąć nad europejskimi stolicami? Jeżeli francuska masakra skończy się kolejnym żałosnym marszem przeciwko terroryzmowi, a nie spuszczeniem bomb ( nie chodzi o konkretne bombardowanie, ale podjęcie w ogóle działań wojennych) na łby tych sukinsynów, to nie mamy już czego ratować.

Znów pewnie skomląca Europa będzie błagać o pomoc Amerykanów, których potem w duchu europejskiego antyamerykanizmu jak zwykle zacznie się opluwać. Na pomoc popędzi też Władimir Putin, który dzięki ostatnim działaniom terrorystów  znów staje się partnerem dla „wolnego świata”. Znów przychodzi nam wypędzić diabła Belzebubem. Trudno. Ważne by Europa w ogóle zaczęła działać. Na razie sama zaprasza potencjalnych terrorystów na swoje ziemie, dając im wikt, opierunek i kałacha do łapy.

Tragedia która wydarzyła się w Paryżu powoduje, że czasem wstydzę się, że jestem muzułmaninem.  W imieniu swoim i wszystkich polskich muzułmanów myślących podobnie wyrażam skrajny niepokój o przyszłość Europy, a także wyrazy szczerych kondolencji władzom Republiki Francuskiej i rodzinom zabitych.  Tych którzy zabijali też należy zabić a zło, islamski faszyzm wytrzebić do korzeni.  Niech żyją ideały wolności, równości i braterstwa. Dziś wszyscy jesteśmy Francuzami !!!

napisał na Facebooku, Tatar, były imam i prawicowy polityk Selim Chazbijewicz. Zgadzam się w 100%. Zdepczmy łeb islamskiemu faszyzmowi.

autor: Łukasz Adamski

Powiedzmy to otwarcie, póki jeszcze możemy: we Francji umierają ofiary islamistów. Ale też ofiary oszalałych lewicowców

Czy sparaliżowana terrorem lewicowej poprawności Europa będzie jeszcze w stanie się bronić? Czy kolejny krwawy zamach wywoła refleksję głębszą niż banały o „ataku na całą ludzkość”, niż okładki „wszyscy jesteśmy Francuzami”, „Jestem Charlie” i niż wyrzekania na prawicowców, którzy nie robią dość, by gości islamskich zintegrować?

Trudna sprawa. Zachodnia Europa ma usta wypchane watą strachu, która zastąpiła prawdę i słowa mające znaczenie, a rozum kliszami lewackiej nowomowy, które udają zwoje mózgowe. Jeszcze kilka godzin przed paryską masakrą w Niemczech pani kanclerz Merkel odrzuciła ze wstrętem próbę ustalenia choćby limitu islamskich przybyszów, zwanych uchodźcami. Zatrzymania ich i cofnięcia do krajów z których wyruszyli (głównie Turcja, gdzie nie ma żadnej wojny) nikt nawet nie śmiał zaproponować. Któż chciałby zostać okrzyknięty faszystą? A pani w CNN właśnie czujnie nadaje z Paryża: taki atak może się zdarzyć wszędzie i każdy może go dokonać. Żeby tylko ktoś nie połączył faktów.

Tak, tam już nawet nazwać zagrożenia po imieniu nie można. Dlatego zresztą tak bardzo ich denerwuje polska i węgierska wewnętrzna wolność i odwaga mówienia prawdy. Zjeżdżają stadami do krajów w którym wygrali „populiści” i niby chcą się dowiedzieć, nachodzą nas w redakcjach, ale tak naprawdę materiały mają od dawna gotowe. Ci, którzy płacą, wymagają by obraz był dokładnie taki sam jak ten malowany przez Czerską i  Aleksandra Smolara.

Mam nadzieję, że nie zetknął się na ulicach Paryża ze skutkami lewackiej ideologii, którą z taką pasją promuje w Warszawie. Tak jak mam nadzieję, że nie było w piątkowy koszmarny wieczór we Francji Adama Michnika, Sławomira Sierakowskiego, pani Joanny Muchy, która chciała nas niedawno imigrantami islamskimi ubogacać, i tych wszystkich, którzy myślą jak ona.

Nikomu nie życzę źle, więc także o ludzi tak potwornie błądzących, troskam się i lękam. Ale muszę powiedzieć otwarcie, że chcieli nam zgotować, mam nadzieję, że nieświadomie, dokładnie takie piekło. W warunkach europejskich to równanie jest już oczywiste: tam gdzie dużo imigrantów islamskich, tam pojawia się terror islamski. Dziś we Francji umierają ofiary islamistów. To podstawowa prawda. Ale też ofiary oszalałych lewicowców, którzy rozbroili własne narody i społeczeństwa. Którzy nadal nad ich ubezwłasnowolnieniem pracują. To jest dopiera cała prawda.

Rozbite wewnętrznie, osłabiane narzucaniem kontyngentów islamskich, pozbawione ducha samoobrony, wiary we własną wspólnotę, wyprane z dziedzictwa i wiary chrześcijańskiej, sparaliżowane terrorem narzuconego lewicowego języka, zmuszone do przeżywania cierpień młodych homoseksualistów wspólnoty, stoją bezbronne w zderzeniu ze zdeterminowanymi, wygłodniałymi islamistami. Ci, którzy do tego rozbrojenia doprowadzili, ci, którzy zabraniają mówić o prawdziwym obliczu napływu islamskich imigrantów, są za ofiary terrorystów współodpowiedzialni. Dokładnie tak samo jak ci, którzy pracowali na rzecz likwidacji państwa polskiego, byli współodpowiedzialni za zabory, sybiry, ofiary powstań.

Warto obserwować Strategię oszalałej lewicy. Mówią nam dziś: nie pora mówić o odpowiedzialności. Teraz chwyćmy się za ręce, cicho sza o odpowiedzialności za multi-lkulti, a od jutra sprowadzajmy kolejne miliony imigrantów. Nie dajmy się nabrać. Kiedy jak nie w takich momentach mamy o takich sprawach rozmawiać?

Módlmy się za ofiary islamistów. Prośmy Boga, by dał narodom Europy otrzeźwienie, by wreszcie przegnały od władzy szaleńców, którzy w imię sekciarskich ideologii sprowadzają do naszych domów ludzi niosących śmierć dzieciom, kobietom i mężczyznom. Dziękujmy Panu, że dał Polakom rozum i pozwolił wreszcie zmienić władze, które na rozkaz z Berlina i za talary z Brukseli chciały implementować tu kulturę niosącą ze sobą bezwzględną wojnę religijną.

A ci, którzy multi-kulti wymyślili i promowali, powinni natychmiast oddać sprawy publiczne ludziom mądrzejszym.

autor: Michał Karnowski

Głos Polski - poseł Antoni Macierewicz

Minister Tchórzewski: Brak inwestycji w górnictwie to działanie na szkodę państwa. Nie ma mowy o wygaszaniu górnictwa!

Fot. PAP/Marcin ObaraFot. PAP/Marcin Obara

Chcę współpracować ze stroną społeczną. Swoje decyzje i plany chcę z nią konsultować. Chcę również postawić na większą otwartość. Czas skończyć z tajemnicami. Nie ma co ukrywać ile kosztuje kopanie węgla

— mówi portalowi wPolityce.pl Krzysztof Tchórzewski, nowy minister energetyki.

wPolityce.pl: Niedługo przejmie Pan odpowiedzialność za politykę energetyczną kraju. Tymczasem w górnictwie wiele problemów, dostawy niezdywersyfikowane, linie energetyczne wymagające renowacji, stare elektrownie itd. Same problemy. Ktoś Pana wsadził na „minę”…

Krzysztof Tchórzewski, przyszły Minister Energetyki: Nie mam takiego wrażenia. Pracowałem w energetyce ponad 20 lat. I jako inżynier, i jako finansista. Jestem inżynierem z uprawnieniami, byłem dyrektorem finansowym PKP Energetyka. Mam przygotowanie to zajmowania się energetyką. Tu rzeczywiście widać szereg problemów. Maksymalizacja zysków w spółkach energetycznych spowodowała zmniejszenie wydatków na konserwację i utrzymanie urządzeń. Ograniczono zatrudnienie, widać trend, który oznacza zatrudnianie na zewnątrz, co nie gwarantuje odpowiednio wysokich kwalifikacji. Trzeba pamiętać, że energetyka zajmuje się dostarczaniem prądu, a najważniejsze są obecnie sieci średnich i wysokich napięć. To  jest kluczowe dla dziesiątek tysięcy Polaków. Oszczędności w tym obszarze trzeba bardzo umiejętnie zarządzać. Łatwo wylać dziecko z kąpielą.

Co to oznacza dla Pana planów jako przyszłego ministra?

Widzę, że zbyt wielką wagę przywiązywano przez lata do ekonomicznej strony zarządzania energetyką. Dziś niemal w całości zarządzaniem spółkami zajmują się ekonomiści, a nie inżynierowie. Nie ma we władzach spółek ludzi, którzy wiedzą jak to wszystko działa. Zbyt często chodzi jedynie o słupki i ich analizowanie. To nie wystarcza.

Zapewne wiele czasu spędzi Pan na pracy w związku z problemami górnictwa. Jakie kłopoty widzi Pan w tej branży?

Rzeczywiście w górnictwie jest bardzo dużo problemów. Widać również tu, że położono nacisk na wymiar finansowy tej działalności. Oczywiście są potrzebne pieniądze na górnictwo, ale dziś należy zadać pytanie, co zrobiono z zyskami spółek górniczych. W ciągu ostatnich ośmiu lat spółki wygenerowały kilkanaście miliardów złotych. Co się z nimi stało? Niestety częściowo zostały zmarnowane, nie wykorzystano ich na potrzeby nowych inwestycji.

Może nie warto było inwestować w coś niedochodowego?

Tak nie można mówić. Górnictwo to nie tylko biznes, ale również rodzaj służby. Wyobraźmy sobie, co mogłoby się dziać, gdyby zabrakło w Polsce prądu… A przecież 90 procent prądu w naszym kraju wytwarza się z węgla. Nie możemy mówić np., że zamiast wytwarzać będziemy kupować węgiel na świecie, likwidujmy kopalnie i jakoś to będzie. Nie! Wtedy znajdziemy się w kleszczach. Państwo musi myśleć przyszłościowo, musi poważnie traktować potrzeby energetyczne Polski. Nie zawsze możemy uznać, że cena i koszty są najważniejsze. Gdy w spółkach energetycznych były zyski, należało robić inwestycje, uruchamiać nowe kopalnie. Część z kopalń kończy przecież żywotność.

Nowa kopalnia to jednak ogromne koszty. Nie lepiej skupić się na tym, co już mamy?

Ależ jak możemy uzyskać konkurencyjność, jeśli wydobywamy węgiel z głębokości 800 metrów? Przecież taka produkcja się nie opłaca. Często górnicy muszą korytarzami jechać ponad 2 km do ściany wydobywczej. A potem węgiel również taką drogę musi pokonać. Ludzie pracują na takich głębokościach, na których jest aż 35 stopni Celsjusza. Ile kosztuje doprowadzenie klimatyzacji do takich miejsc? Mówi się wiele o ekonomicznej stronie górnictwa, ale jednocześnie rządzący tolerowali taką sytuację. Tego nie da się zbilansować! Powstaje więc błędne koło.

Jak z wyjść z tego koła? Jaki ma Pan plan?

Potrzebne są nowe odwierty. Dlaczego Bogdanka Lubelska jest rentowna? Bo na razie nie zeszła głęboko z wydobyciem. I znów mamy absurdalną sytuację. Jej zyski trafiają do akcjonariuszy a nie są odkładane na inwestycje np. w nowe kopalnie. Co będzie jak pokłady i tu się wyczerpią? Ogłosimy upadłość? Gdy kopalnia jest rentowna, gdy daje zyski pieniądze powinno się odkładać na inwestycje. Tyle, że taka sytuacja oznacza, że za górnictwo państwo musi wziąć odpowiedzialność. Nie może być tak, że Jastrzębska Spółka Węglowa trafia na giełdę i państwo przestaje mieć wpływ na spółkę i jej zyski.

Powszechne jest jednak przekonanie, że prywatne spółki będą lepiej zarządzały niż państwowe…

Ale dlaczego firma prywatna ma być lepsza? Tu przecież chodzi o sposób zarządzania firmą, a nie o jej status właścicielski. Państwowe firmy na całym świecie dobrze sobie radzą, a w Polsce nie mogą? Jesteśmy krajem, w którym poniżej 30 procent majątku narodowego jest w rękach państwa. Jesteśmy jednym z najbardziej urynkowionych krajów. Tylko myśmy to robili zupełnie nieracjonalnie. Często wyprzedawaliśmy nasz majątek firmom państwowym z innego kraju… U nas prywatyzacja często przyjmowała formę wyprzedaży. Musimy w Polsce sprawniej zarządzać i racjonalniej patrzeć na to, co będzie się działo w przyszłości.

Co dalej z górnictwem w takim razie?

Przez lata zaniedbań, które powstały mamy sytuację, w której nie ma wypłat dla górników. Nie podjęto ani działań restrukturyzacyjnych, nie podjęto inwestycji. Działania, jakie widzieliśmy, były de facto wygaszaniem górnictwa. I to nawet bez możliwości jego odtworzenia. Jeśli patrzymy przez pryzmat bezpieczeństwa energetycznego, to można powiedzieć, że to było działanie na szkodę państwa. Brak inwestycji w górnictwie to działanie na szkodę państwa. Nie ma mowy o wygaszaniu górnictwa w Polsce. Jeśli 90 procent naszej energetyki pochodzi z węgla, nie ma mowy o takim procesie. Niemcy budują właśnie dwie kopalnie węglowe.

Opłaca im się?

To nie kwestia opłacalności. Być może ekonomicznie im się nie opłaca. Ale to sprawa bezpieczeństwa państwa. To wystarczy i jest ważniejsze. Trzeba dbać o interesy naszego państwa.

Wokół górnictwa narosło wiele konfliktów w ostatnich latach. Nie boi się Pan iść do tego resortu?

Chcę współpracować ze stroną społeczną. Swoje decyzje i plany chcę z nią konsultować. Chcę również postawić na większą otwartość. Czas skończyć z tajemnicami. Nie ma co ukrywać ile kosztuje kopanie węgla. To i tak wiadomo. Strona społeczna będzie miała dostęp do dokumentów. Trzeba również zobaczyć, np. dlaczego koszty funkcjonowania Kompanii Węglowej tak mocno wzrosły. Już przekraczają miliard, w ostatnich latach wzrosły kilkakrotnie.

Rozmawiał Stanisław Żaryn