Formularz logowania

Newsletter

Gościmy

Odwiedza nas 9 gości oraz 0 użytkowników.

Licznik odwiedzin

Dzisiaj6
Wczoraj63
W tygodniu69
W miesiącu1595
Ogółem83167

Formularz kontaktowy

Miłość i pieniądze z energią w tle

Prokuratura w Poznaniu sprawdza, czy ze spółki Enea były wyprowadzane pieniądzeowczarek

Śledztwo dotyczące spółki Enea SA jest zakrojone na szeroką skalę. Dotyczy nieprawidłowego rozporządzenia majątkiem spółki i wyrządzenia jej znacznej szkody majątkowej. Kilka dni temu „Rz" opisała wątek podejrzenia wyprowadzania pieniędzy podczas próby prywatyzacji. Dziś opisujemy sprawę doradztwa przy inwestycji w nowy blok energetyczny w Kozienicach.

W czerwcu 2009 r. prezesem Enei był Maciej Owczarek. Najważniejszym celem prezesa i Ministerstwa Skarbu było sprywatyzowanie spółki. Przeszkodą w realizacji planów był plan budowy nowego bloku energetycznego o mocy 1000 MW w Kozienicach. To strategiczna inwestycja dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Bez niej za kilka lat w Polsce zabrakłoby prądu. Ministerstwo Skarbu daje więc warunek inwestorom: jeśli chcecie kupić pakiet większościowy Enei SA, musicie wybudować nowy blok energetyczny w Kozienicach. Pozornie wszystko wydaje się jasne. Tyle że straszyło to wielu zagranicznych inwestorów, którzy nie byli zainteresowani wydaniem w Polsce kilku miliardów złotych na inwestycję w blok węglowy.

Władze spółki wolały wybudować blok własnymi siłami. Obawiały się bowiem, że ewentualny inwestor po zakupie pakietu większościowego akcji Enei może wycofać się z planu budowy, argumentując to np. względami ekologicznymi.

W takiej sytuacji – podczas Forum Gospodarczego w Krynicy na początku września 2010 roku, ktoś przedstawił prezesowi Maciejowi Owczarkowi młodą i atrakcyjną prawniczkę z Warszawy – Dominikę Uberman. Pani mecenas współpracowała wówczas z kancelarią CMS Cameron McKenna, która rok wcześniej zabiegała o to, by doradzać Enei w sprawach budowy nowego bloku, ale przegrała ze spółką inżynieryjno-doradczą Energy Management & Conservation Agency.

Spotkanie z prezesem Maciejem Owczarkiem w Krynicy było przełomowe nie tylko w życiu osobistym Dominiki Uberman. Wkrótce zaufanie prezesa do jakości usług świadczonych przez CMS Cameron McKenna zaowocowało szeregiem zleceń dla Enei i za pieniądze Enei oraz na usługi doradcze m.in. Dominiki Uberman. W tym samym czasie między prezesem i prawniczką kwitło skrywane przed otoczeniem uczucie.

Najpierw prawniczka zarabiała pieniądze za usługi na rzecz Enei w kancelarii, której była partnerem. Później, kiedy pełną parą ruszyły w Enei i Elektrowni Kozienice prace nad jednym z najdroższych w historii polskiej energetyki kontraktów, pani prawnik sama zaczęła wystawiać Enei faktury. Co ciekawe, posługiwała się adresem e-mailowym z końcówką enea.pl, mimo że była dla Enei jedynie zewnętrznym wykonawcą. To prestiż i uwiarygodnienie dla wykonującego indywidualną praktykę adwokata. Tym większy, że kancelaria Dominiki Uberman znajdowała się w zwykłym lokalu mieszkalnym w stolicy.

Sprawdzenie SIWZ kosztowało więcej niż sporządzenie samego dokumentu

Ile zarabiała wybranka serca prezesa? Tylko trzy faktury VAT z października, listopada i grudnia 2011 r. to prawie 100 tys. zł. W czerwcu 2012 r. Dominika Uberman mówiła na łamach „Pulsu Biznesu": „Ze względu na nasz związek w lutym [2012] złożyłam wypowiedzenie. Potem pomagałam w przygotowaniu finansowania bez wynagrodzenia ze względów etycznych". Tymczasem z dokumentów, którymi dysponuje „Rz", wynika, że jeszcze 30 marca bieżącego roku narzeczona prezesa figurowała na liście doradców świadczących usługi w ramach umów cywilnoprawnych dla Enea SA.

W czasie trwania związku prawniczki Cameron McKenna z prezesem Enei obie firmy porozumiały się w sprawie współpracy biznesowej. Kancelaria dostała zlecenie od Enei na weryfikację tzw. SIWZ, sporządzonego za blisko milion złotych przez Energy Management & Conservation Agency, czyli byłego konkurenta Cameron McKenna. Bez akceptacji SIWZ przez zarząd spółki budowa nowego bloku w Kozienicach nie mogła się rozpocząć.

SIWZ, czyli Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia, poprzedza każdą wielką inwestycję finansowaną z publicznych pieniędzy. To drobiazgowa analiza ekonomiczna ryzyka inwestycyjnego, dokument liczący kilkaset, a nawet kilka tysięcy stron.

Cameron McKenna zainkasowała za sprawdzenie dokumentu dla Enei co najmniej pół miliona złotych (do faktur na taką kwotę dotarliśmy). To nie wszystko, bo za tę samą pracę, którą wykonywała kancelaria, faktury VAT wystawiała także Dominika Uberman. Tym razem jako samodzielny współpracownik Enei. To kolejne kilkaset tysięcy złotych. Sprawdzenie SIWZ dla Kozienic kosztowało więc więcej, niż sporządzenie samego dokumentu.

Mimo zaangażowania tylu ludzi i firm praca nad weryfikacją SIWZ trwała nadspodziewanie długo. Miesiącami dokument wędrował z centrali Enei do prawników z Cameron McKenna albo do Dominiki Uberman i z powrotem. Nie dość tego. Z posiadanych przez nas informacji wynika, że nawet po zakończonej w Enei SA weryfikacji SIWZ prezes Maciej Owczarek, korzystając z uprawnień, jakie dawała mu jego druga funkcja – przewodniczącego rady nadzorczej Elektrowni Kozienice – wywarł skuteczny nacisk, aby rada nadzorcza zleciła ponowny audyt SIWZ. Pominięto wówczas procedury przetargowe, wskazując jednoznacznie wykonawcę tego audytu. Została nią znów kancelaria Cameron McKennna, tyle że tym razem za pieniądze Elektrowni Kozienice.

W tym czasie prezes Maciej Owczarek szukał na własną rękę inwestora dla Enei, by zdążyć przed ostateczną decyzją o rozpoczęciu budowy bloku. Było bowiem jasne, że potencjalny inwestor woli kupić Eneę bez dodatkowych wydatków, takich jak nowy blok. Dopóki SIWZ był niegotowy i kontrakt niepodpisany, było to możliwe.

W kwietniu 2012 roku Jan Cedzyński, poseł Ruchu Palikota, złożył w CBA, ABW oraz NIK zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przy próbie prywatyzacji Enei.

W lipcu Dominika Uberman i Maciej Owczarek wzięli ślub. Stało się to w Konsulacie RP w Mediolanie. Świadkiem na ich ślubie był Jerzy Gajewski, szef spółki NDI działającej w sektorze energetycznym, która, jak podał serwis „Puls inwestora", zamierza kupić akcje Polimeksu, firmy, która ma realizować wspólnie wybraną przez KIO Hitachi budowę bloku w Kozienicach.

Maciej Owczarek, Dominika Uberman, Jerzy Gajewski i Enea nie odpowiedzieli na wysłane pytania.

Rzeczpospolita

Prawo i Sprawiedliwość Alternatywa

W „Solidarności” dojrzewa myśl o wystawieniu własnych list w najbliższych wyborach do parlamentu. Rosną polityczne ambicje Piotra Dudy

Nic  jeszcze się nie zdarzyło. Ale działacze „Solidarności”, spotykający się  z politykami prawicy podczas ostatnich obchodów rocznicy sierpniowych  porozumień, wyrażali zainteresowanie wejściem do polityki. – Jak by to  było dobrze, gdyby każdy region związku miał swoich posłów – padło nie  raz i nie dwa.

Łączy  się to z wzrastającymi ambicjami politycznymi lidera Piotra Dudy.  Startował na szefa związku pod hasłem jego odpolitycznienia, przeciw  sympatyzującemu z PiS Januszowi Śniadkowi. W ogniu ostatnich sporów,  zwłaszcza o wydłużenie wieku emerytalnego, Duda się zradykalizował. Już  nie traktuje rządu Tuska jako partnera, a mówi bez ogródek o jego  odejściu. Ale wiąże się to też ze wzrostem ambicji własnych. Podsyciły  je komplementy pod jego adresem. Wypowiadane nie tylko przez  komentatorów bliskich prawicy, ale także przez polityków i publicystów  mainstreamu. Tomasz Nałęcz czy Adam Szostkiewicz zdążyli mu już wystawić pomnik jako najpoważniejszej osobie po prawej stronie.

A  Jarosław Kaczyński powiedział już raz, w przypływie szczerości w  sejmowych kuluarach, że próbuje się przeciwstawiać Dudę jemu jako  przywódcy narodowo-konserwatywnej prawicy. Mimo że program PiS jest dziś  podobny do programu związku. Obie organizacje spotykały się podczas  obchodów święta „Solidarności”, a we wrześniu mają organizować wspólne  manifestacje.

Receptą  na polityczne ambicje Dudy byłoby wystawienie bliskich mu ludzi na  listach PiS. Ale choć Kaczyński przygarnął na nie paru związkowych  działaczy, na przykład Janusza Śniadka, będzie się obawiał formalnej  koalicji. Bo to podważyłoby jego bezwzględne przywództwo nad obozem.  Grozi  to także kolizją lokalnych ambicji. Już w ostatnich wyborach kilku  pisowskich szefów regionu negocjowało ze związkowcami ich umieszczenie  na listach. Ale ostatecznie prawie nigdzie tego nie zrobiono, bo  obawiano się, że wspierani związkową dyscypliną, wyprzedzą kandydatów z  pierwszych miejsc – jak gdzieniegdzie ludzie związani z Radiem Maryja.

Do  wyborów daleko, sytuacja może się zmienić wiele razy, a dziś (widać to  także po obchodach solidarnościowego święta) związkowy lud przyjmuje  polityków PiS owacjami. To z kolei może zniechęcić Dudę do takiej  konkurencji. Jeśli by do niej doszło wojna byłaby bratobójcza.  Osłabiłaby PiS, ale niekoniecznie przyniosła sukces „Solidarności”.  Tylko raz, w roku 1991, związek wprowadził posłów do Sejmu. Już w roku  1993 nie przekroczył bariery pięcioprocentowej.

Jedno jest pewne, potencjalna konkurencja Dudy pewnie jeszcze wzmocni socjalno-roszczeniowe  nachylenie  PiS. Tak jak konkurencja Zbigniewa Ziobry trzyma tę partię przy prawej  flance, choć w kierownictwie nieustannie powracają pomysły otwierania  się na centrum.

Piszę o tym w najbliższym poniedziałkowym „Uważam rze”, w tekście poświęconym panoramie politycznej po aferze Amber Gold.

Piotr Zaremba

wpolityce.pl

32. rocznica Porozumień Sierpniowych

Dokładnie 32 lata temu o godz. 17.00 w sali BHP Stoczni Gdańskiej podpisane zostało porozumienie między Komisją Rządową a Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym, reprezentującym ponad 700 zakładów z całej Polski.

Na mocy Porozumień Sierpniowych powołano samorządne związki zawodowe, które miały pełnić rolę autentycznego reprezentanta klasy pracującej. To właśnie na podstawie tego zapisu w porozumieniu między Komisją Rządową a Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym umożliwiło zarejestrowanie NSZZ Solidarność. Zgodnie z treścią porozumienia rząd zobowiązywał się m.in. do ponownego zatrudnienia osób zwolnionych z pracy po wydarzeniach 1970 i 1976.

W drugą rocznicę Porozumień Sierpniowych w kilkudziesięciu miastach Polski „Solidarność” zorganizowała demonstracje uliczne. W wielu miejscach doszło do starć z milicją. W Lubinie od milicyjnych kul zginęły trzy osoby biorące udział w manifestacji, kilkanaście zostało rannych. W wyniku interwencji milicji pojedyncze osoby zginęły również w Gdańsku, Kielcach i Wrocławiu. W wyniku brutalnych działań milicji podczas rozpędzania demonstracji zginęło w sumie 6 osób, a kilkuset demonstrantów zostało rannych. Milicja zatrzymała ponad 5 tys. uczestników manifestacji. Ponad 3 tys. z nich stanęło przed kolegiami do spraw wykroczeń, natomiast 126 postawiono przed sądami. Setki osób za udział w manifestacjach zwolniono z pracy.