Formularz logowania

Newsletter

Gościmy

Odwiedza nas 14 gości oraz 0 użytkowników.

Licznik odwiedzin

Dzisiaj20
Wczoraj78
W tygodniu338
W miesiącu1266
Ogółem90389

Formularz kontaktowy

Dlaczego protestujemy

dlaczego protestujemy

Analiza pasa wykazała ślady trotylu

 

Próbki z tupolewa wciąż są w Rosji

Wszelkie dowody na to, że na pokładzie Tu-154M mogło dojść do wybuchu są wciąż w Rosji i nikt nie wie, kiedy trafią do Polski. Chodzi m.in. o próbki, na których wykryto ślady trotylu i nitrogliceryny. Tymczasem bliski jednej z ofiar zlecił badania naukowcom z USA – wykazały obecność materiałów wybuchowych.

Polska nie ma ani próbek, ani protokołów w sprawie materiałów wybuchowych na szczątkach tupolewa. Wszystko wciąż pozostaje w rękach Rosjan – przyznaje Mateusz Martyniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej. Uspokaja, że „wszystko zaplombowano i czekamy na ich przysłanie". Wystarczy jednak przypomnieć zabezpieczenie m.in. czarnych skrzynek – chronił je jedynie skrawek papieru z pieczątką i podpisem polskich śledczych.

Prokuratorzy podkreślają także, że najnowsze wyniki „nie są w żaden sposób miarodajne, a źródła wskazań urządzeń pomiarowych mogą być przeróżne".

Tymczasem detektory IMS, którymi ostatnio w Rosji badali wrak polscy biegli, poza tym że informują o obecności cząstek wysokoenergetycznych, również je identyfikują, wskazując nazwę rozpoznanego materiału wybuchowego. Śledczy jednak nie podali nazwy używanego modelu urządzenia.

Inną metodę badania wykorzystali eksperci z USA. To do nich zwrócił się Stanisław Zagrodzki, kuzyn śp. Ewy Bąkowskiej, o zbadanie fragmentu pasa bezpieczeństwa z Tu-154M. Amerykanie badali próbki za pomocą alkoholu metylowego metodą ekstrakcji (wydobywania). Po odparowaniu metanolu zbiera się osad, który zawiera poszukiwaną substancję. Był nią trotyl.

Więcej na ten temat w dzisiejszej „Gazecie Polskiej Codziennie”

Tato, czy to oznacza wojnę?

Zapytała mnie o to 15-letnia córka Basia. Dziś wielu staje przed tym pytaniem. Bo skoro to był zamach, co mamy robić? Czy grozi nam konflikt zbrojny z Rosją? Tyle że wojna trwa już od lat. Kolejne jej odsłony to okrągłostołowa bezkarność komunistów, utrącenie lustracji, uwłaszczenie się kolaborantów na majątku narodowym, utrata banków i telekomunikacji, przejęcie rynku mediów, zarządzanie nastrojami społecznymi i przemysł pogardy, antypolska polityka historyczna, degeneracja wymiaru sprawiedliwości, uzależnienie energetyczne, demontaż armii, a ostatnio działanie seryjnego samobójcy. Teraz, po ujawnieniu materiałów wybuchowych na wraku tupolewa, nie można już udawać: „Polacy, nic się nie stało". Prof. Nowaczyk, ekspert zespołu Macierewicza, wyznał, że najtrudniejsze dla niego było przyznanie przed samym sobą, iż scenariusz celowego morderstwa 96 naszych rodaków, w tym prezydenta i dowództwa sił zbrojnych, jest prawdopodobny. Jednak przyjęcie prawdy o Smoleńsku przez ogół Polaków, choć trudne, może oznaczać początek trzeźwienia.

Jan Pospieszalski

Trotyl i spektrometry - czyli jak kręcił Szeląg

Ze słów płk. Szeląga ktoś może wysnuć wniosek, że spektrometr reaguje tak samo na bardzo wiele cząsteczek i że używając go, można łatwo pomylić z trotylem byle kosmetyk czy związek chemiczny z gleby. To nie jest prawda. Gdyby tak było, spektrometrów ruchliwości jonów nie używano by powszechnie jako detektorów materiałów wybuchowych na lotniskach czy w innych sytuacjach, narkotyków lub skażeń gazami trującymi.

„W toku oględzin wykorzystywano spektrometry ruchliwości jonów. Urządzenie rejestruje cząsteczki o takiej masie jak trotyl. Może tak samo reagować na trotyl, jak i na kosmetyki czy związki chemiczne z gleby. (…) Pozytywny sygnał wskazywał, które elementy badać. Dopiero po badaniu laboratoryjnym ich wyniki mogą podkreślić lub wykluczyć związek chemiczny. Zabezpieczono kilkaset próbek. Dopiero przeprowadzone badania laboratoryjne mogą wykluczyć bądź potwierdzić wskazania” – stwierdził Wojskowy Prokurator Okręgowy płk Ireneusz Szeląg, komentując doniesienie „Rzeczpospolitej” o znalezieniu śladów trotylu we wraku tupolewa w Smoleńsku.

Otóż jeśli rzeczywiście wykorzystywano spektrometry ruchliwości jonów, to z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że to jednak były ślady trotylu, a nie innego związku chemicznego, choć oczywiście pewna możliwość pomyłki istnieje. Ze słów płk. Szeląga ktoś może wysnuć wniosek, że spektrometr reaguje tak samo na bardzo wiele cząsteczek i że używając go, można łatwo pomylić z trotylem byle kosmetyk czy związek chemiczny z gleby. To nie jest prawda. Gdyby tak było, spektrometrów ruchliwości jonów nie używano by powszechnie jako detektorów materiałów wybuchowych na lotniskach czy w innych sytuacjach, narkotyków lub skażeń gazami trującymi.

Zdarzają się wprawdzie „fałszywe alarmy”, ale nie wzbudza ich aż tak wiele substancji. Eksperyment dokonany przez chemików z Washington State University pokazał, że z siedemnastu substancji wybranych z uwagi na podobieństwo struktury chemicznej do trotylu (składników kosmetyków, pestycydów, produktów ubocznych spalania tytoniu oraz zanieczyszczeń powietrza) i spodziewane z tego powodu prawdopodobieństwo „fałszywych alarmów” tylko siedem (pięć zanieczyszczeń, jeden składnik kosmetyków i jeden pestycyd) wywołało w ogóle reakcję spektrometru. Przy czym tylko jeden związek chemiczny z tych siedmiu – 4,6-dinitro-o-krezol – dawał podobny wygląd widma (z „pikiem” w tym samym miejscu) co trotyl. Jednak i w tym przypadku jeden z parametrów nadal się różnił, tak że ostatecznie badacze doszli do wniosku, że „możliwość fałszywego alarmu spowodowanego przez obecność tych 17 związków jest nieprawdopodobna”.

W wymienionym eksperymencie użyto wprawdzie spektrometru specjalnie skonstruowanego na uniwersytecie, podkreślając, że ograniczenia urządzeń komercyjnych bywają w rzeczywistości przyczyną fałszywych alarmów. Jednak nie jest z tymi urządzeniami aż tak źle. Test przeprowadzony przez amerykański National Institute of Justice z udziałem spektrometru Itemiser wykazał zero fałszywych alarmów przy wykrywaniu trotylu (używano do jego „zmylenia” pestycydu 3-metylo-4-nitrofenolu). Producent spektrometru Sabre 5000 chwali się wskaźnikiem fałszywych alarmów poniżej 1 proc. Niemiecki Institut für Umwelttechnologien podaje, że ich przenośny spektrometr ma liczbę fałszywych alarmów poniżej 4 proc.

Tak więc prawdopodobieństwo, że we wraku samolotu w Smoleńsku rzeczywiście znaleziono ślady trotylu, jest naprawdę duże. Tym bardziej, że kuzyn jednej z ofiar katastrofy zlecił na własną rękę badania pozostałych po niej rzeczy metodą analizy chemicznej laboratorium w USA. W jednej z próbek znaleziono ślady trotylu.